Strona główna » O mnie » W mediach

28-09-2003

"Bądźcie z nami na dobre i na złe" - wywiad z kapitanem Lecha Piotrem Reissem

Jeśli dzisiaj spogląda Pan wstecz na Lecha Poznań, jeszcze tamtego pierwszoligowego przed spadkiem, to czy ówczesna polityka klubu polegająca na sprzedawaniu wyróżniających się zawodników musiała się skońcyć tym, że zespół spadł do 2. ligi i klub o mało się nie rozpadł?

Dziś Lech jest zupełnie innym klubem. Obecnie zawodnicy z innych regionów Polski chcą grać w Lechu. Lech był kiedyś klubem typowo wielkopolskim, ale też sławnym w Polsce. Być może zawodnicy już wtedy chcieli grać, ale zawsze brakowało pieniędzy. Wtedy nasz zespół praktycznie składał się z zawodników wychowanych w regionie. Tamtych działaczy cechowało to, że w regionie potrafili znaleźć takich zawodników, których później mogli za bardzo dobre pieniądze sprzedać i tym samym utrzymywać klub. Dziś ta sytuacja się zmieniła, po wejściu w życie prawa Bosmana zawodnicy są wolnymi na rynku, a polskie kluby funkcjonują na innych zasadach. Obecnie dużo trudniej jest też sprzedać jakiegoś polskiego gracza za granicę, kiedyś polscy zawodnicy mieli dużo większe wzięcie. Dziś trzeba być gwiazdą w polskiej lidze, żeby wyjechać za granicę.

Kiedy Pan wrócił z Niemiec do drugoligowego wówczas Lecha, przez wiosnę w drugiej lidze i rundę jesienną w ekstraklasie był Pan dość mocno wygwizdywany przez kibiców. Czasem skandowano obraźliwe hasła. Jak Pan to odbierał?


Nie było łatwo. Poznałem wtedy tak naprawdę moc swojej psychiki, bowiem trzeba być naprawdę silnym psychicznie, by sobie z tym poradzić. Ja sobie dałem radę. Nie było to przyjemne, sądzę że wielu zawodników mogłaby taka sytuacja złamać.  Myślę, że tak nie powinno być. Kiedyś też byłem kibicem Lecha i dla mnie niepojęte jest, że przychodząc wtedy na stadion i widząc na przykład Pachelskiego, Kruszyńskiego czy innego zawodnika, któremu zdarzył się jakiś kiks, żeby gwizdać czy przeklinać takiego zawodnika. Ja byłem fanem Lecha, nie zawsze Kolejorz zwyciężał, ale potrafiłem się pogodzić z porażką. Byłem kibicem Lecha i nigdy nie wygwizdałbym swojego zawodnika.

Rozważał Pan w tym trudnym okresie zmianę klubu?

Myślę, że nie. Przede wszystkim starałem się skupić nad tym, żeby jak najszybciej dojść do formy. Wiem, że ta słaba gra była spowodowana moją kontuzją barku, z którą się męczyłem. Nie była to typowo piłkarska kontuzja, bardziej charakterystyczna dla szczypiorniaka. Z perspektywy czasu twierdzę, że zbyt szybko wróciłem do zespołu. Bardzo chciałem wrócić i pomóc drużynie. Sądzę, że gdyby trener Baniak mnie troszkę bardziej ostudził, to wszystkim by to wyszło na zdrowie.

Jest możliwe, żeby Piotr Reiss zagrał w innym polskim klubie?


Jestem poznaniakiem, Lech zawsze był klubem, który kochałem, którego mam w sercu. Cieszę się z tego, że mogę grać w tym klubie, ale nauczyłem się profesjonalizmu. Być może będzie taka sytuacja, że tutaj będę niechciany, a będę chciał dalej kontynować karierę i znajdą się dla mnie oferty z innych klubów, to na pewno taka możliwosć jest. Natomiast jeżeli w Lechu będę potrzebny i będą tego chcieli kibice i działacze, żebym grał w Lechu, to myślę, że nie zmienię już do końca kariery barw.

A jest taki klub, w którym by Pan nie zagrał?


Jestem profesjonalistą. Piłka nożna jest moja pracą, z której żyję i muszę utrzymać rodzinę. Jednak są takie kluby jak np. Legia Warszawa, gdzie nie miałbym prawa zagrać.

Kilka miesięcy temu w Gazecie Wyborczej ukazały się artykuły o tym, ile Pan zarabia, jaki ma Pan kontrakt. Uważa Pan, że jest to przekroczenie przez dziennikarzy strefy prywatności i nie powinno mieć to miejsca czy nie ma Pan nic przeciwko temu?


Żyjemy w takich czasach, że zarobki wszystkich są jawne. Ja myślę, że jeżeli ktoś coś pisze w gazecie, to powinien mieć te wiadomości jakoś sprawdzone. Nie można tak sobie napisać „zarabia około” ponieważ jeśli ktoś zarabia 10 tys. a napisze się, że ktoś zarabia około 100 tys. to wiadomo, że jest to zbyt duża rozbiezność. Jeśli dany dziennikarz o czymś pisze, a nie ma tak naprawdę sprawdzonej takiej wiadomości to może komuś zaszkodzić w ten sposób. Ludzie różnie to odbierają. Czy jest to wejście w jakąś prywatność? Myślę, że piłkarze są osobami publicznymi i z racji wykonywanego zawodu jesteśmy „dla ludzi”. Kibice chcą wiedzieć o nas wszystko. Chcą też wiedzieć, ile zarabiamy. To nie jest wkraczanie w naszą prywatność, aczkolwiek sądzę że o innych zawodach tak często, jak o sporcie, się nie mówi.

To było dla Pana dużym rozczarowaniem, że Lech do samego końca poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie?


Oczywiście. Szczególnie po tej euforii związanej z awansem. Każdy z piłkarzy, kibiców, działaczy, trenerów liczył na zupełnie coś innego, że tą falą pójdziemy dalej. Rzeczywistość pokazała, jak duża jest różnica pomiędzy drugą a pierwszą ligą.

Czego zabrakło żeby być w czołówce?

Ciężko mi jest oceniać. Od ocen są dziennikarze, kibice, trenerzy. Dzisiaj gramy zupełnie inaczej taktycznie, aniżeli graliśmy wcześniej. Początkowo chcieliśmy naszym przygotowaniem fizycznym na początku meczu rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Niestety w pierwszej lidze przyjeżdżali zawodnicy o dużo większych umiejętnościach technicznych aniżeli w drugiej lidze. Samo bieganie już nie wystarczało. W ekstraklasie trzeba grać bardziej wyrafinowanie. Myślę, że to właśnie zadecydowało, że było tak, a nie inaczej. Z drugiej strony przy większej ilości szczęścia mogło być zupełnie inaczej. Jak spojrzymy na to, co było w zeszłym sezonie, to tak naprawdę było sporo meczów, które przegraliśmy jedną bramką, osiągaliśmy bardzo dużo remisów. Zabrakło szczegółów... Można było tego uniknąć i grać zupełnie o inne cele. Teraz jesteśmy dużo mądrzejsi i miejmy nadzieję, że nie popełnimy tylu błędów co w zeszłej rundzie i będziemy grali o zupełnie inne cele.

W drugiej lidze po meczu z Orlenem, kiedy nie wykorzystał Pan karnego, powiedział Pan, że więcej nie będzie Pan strzelał karnych. W I lidze karne strzelał Krzysztof Piskuła, który robił to bardzo dobrze. W meczu z Ruchem strzelał Pan, znowu się nie powiodło. Będzie Pan jeszcze wykonywał jedenastki?


Jak jeszcze wcześniej grałem we Wronkach, też była taka sytuacja, że przegrywaliśmy 1:0 i strzeliłem wyrównującą bramkę z karnego. Z tymi rzutami karnymi to jest tak - na treningu zupełnie inaczej się je wykonuje niż w meczu. W czasie spotkania dochodzi stres, zmęczenie, akurat tego karnego z Ruchem wykonywałem pod koniec spotkania, gdy już czułem troszeczkę zmęczenie. Ciężko jest strzelać rzuty karne. Kiedy tylko dochodzi do karnego praktycznie nikt nie chce podjąć odpowiedzialności za wykonanie karnego. Nie ma wielu zawodników, którzy z ochotą wykonywaliby jedenastki i dlatego pada wtedy na tych, którzy są najmocniejsi psychicznie, którzy nie boją się wtedy ustawić piłkę na jedenastym metrze i wykonać strzał. U nas na treningach kilku zawodników strzela karne, ale jak przychodzi do meczu, to każdy mówi "ja nie - strzelaj Ty". Krzysiek Piskuła wykonuje rzuty karne według mnie perfekcyjnie, ale może zdarzyć się taki mecz że karnego przestrzeli i co wtedy będzie? Pamiętam mecze, gdy Krzysiek też był bardzo wygwizdywany przez publiczność, ale jest to zawodnik mocny psychicznie, który mimo tego, że wie, że każde jego złe zagranie może być skwitowane gwizdem, nie boi się i pewnie, spokojnie wykonuje jedenastki. To właśnie cechuje doświadczonych zawodników.

Może Pan wyjaśnić sytuację z wiosennego meczu z Ruchem z Mariuszem Śrutwą, która miała miejsce przed strzeleniem rzutu karnego? Śrutwa do Pana podszedł, coś Panu powiedział, a chwilę później Pan fatalnie strzelił. Co tam się zdarzyło?

Jeżeli drążymy ten temat, to trzeba powiedzieć że po tym meczu nasłuchałem się różnych zarzutów pod swoim adresem. Jest to dla mnie śmieszne. Słyszałem nawet, że ludzie związani mocno ze sportem lub z polityką mówili, że celowo przestrzeliłem karnego, co jest dla mnie bzdurą. Mam wielu przyjaciół w polskiej lidze, co nie znaczy, że karnego przestrzeliłem dla Mariusza Śrutwy. Nie zrobiłbym z siebie debila przy 15 tys. widzów, po to, żeby "wziąć" karnego krótko przed końcem meczu i celowo nie strzelić specjalnie, żeby był wynik remisowy. To jest dla mnie naprawdę wielka bzdura. Myślę, że ten mecz był dla nas bardzo ważny, bo wygrywając to spotkanie mielibyśmy również z Ruchem lepszy bilans bezpośrednich spotkań. Miałem wyrzuty sumienia, że nie pomogłem wtedy zespołowi, ale naprawdę kojarzenie tego z jakimś niesportowym zachowaniem, czy czymkolwiek... Śrutwa podszedł do mnie, ponieważ chciał mnie wyprowadzić z równowagi. Nawet nie wiem, co mówił, ponieważ byłem skoncentrowany, chciałem tego karnego jak najlepiej wykonać. W meczach o różną stawkę, gdy jest rzut karny, a wynik jest nierozstrzygnięty często można zaobserwować, jak bramkarz przeciwnika podchodzi do piłkarza i coś stara się robić, żeby wyprowadzić go z równowagi. Takie zdarzenia powinny być karane żółtą kartką, ponieważ jest to niesportowe zachowanie. Wiadomo że egzekutor karnego chce się skoncentrować, wyłączyć z tego, co się dzieje dookoła. Przestrzeliłem akurat ten rzut karny, ale mogę z całą szczerością i pewnością stwierdzić, że chciałem go wykonać jak najlepiej. Strzeliłem źle i nie wpadło...

Które miejsce zajmie Lech w nadchodzącym sezonie?


Myślę, że będziemy w pierwszej szóstce.

Chciałby Pan coś przekazać kibicom przed rozpoczynającym się sezonem?


Przede wszystkim chciałbym prosić kibiców jako kapitan w imieniu całego zespołu o to, żeby byli w niektórych momentach wyrozumiali, żeby byli z zespołem nie tylko w tych dobrych chwilach, ale również w tych złych, kiedy drużynie gra się nie układa. My - starsi zawodnicy - będziemy chcieli wpłynąć na zespół w ten sposób, żeby podnieść ducha drużyny, żeby dalej walczył, ponieważ nie zawsze układa się, nie tylko w sporcie, tak jak bysmy tego chcieli. Stąd moja prośba do kibiców - bądźcie z nami naprawdę na dobre i na złe.


Rozmawiali Andrzej Dawidowski i Paweł Stencel, Program Meczowy Lecha Poznań na mecz z Górnikiem Zabrze

Korzystając z tej strony, wyrażasz automatycznie zgodę na zapis lub wykorzystanie plików cookies. Twoja przeglądarka internetowa umożliwia Ci zarządzanie ustawieniami tych plików. Jeśli nie chcesz, by ta informacja wyświetliła się ponownie, kliknij "zgadzam się".