Strona główna » O mnie » W mediach

09-04-2017

Piotr Reiss: Zawsze lubiłem podkręcać atmosferę, ale Nielsen niech się skupi na grze

 - Zawsze przed meczami z Legią chciałem powiedzieć coś, co wszyscy będą komentować, lubię podkręcać atmosferę - mówi Piotr Reiss. Ale deklarującemu nienawiść do Legii Nickiemu Billemu Nielsenowi legenda Lecha radzi, by skupił się na grze. Zdobywca 109 goli w ekstraklasie zdradza też, że w ekipie odwiecznego rywala "Kolejorza" jest ktoś, z kim chętnie poszedłby na piwo. Hit 28. kolejki w niedzielę, relacja na żywo w Sport.pl o godz. 18

Łukasz Jachimiak: Koszulka "Kolejorza" wyprasowana, jest Pan gotowy na niedzielny hit Lech - Legia?

Piotr Reiss: - Oczywiście, nie mogłoby być inaczej.

Idzie Pan na mecz czując, że Lech wygra i przeskoczy Legię w tabeli, czy raczej z obawą, że przewaga rywali w tabeli może wzrosnąć z dwóch do pięciu punktów?

- Myślę, że Lech ma duże szanse na zwycięstwo. Ten rok zaczął wyśmienicie. I pod względem zdobyczy punktowych, i stylu gry. Mam nadzieję, że po niedawnym małym kryzysie nie ma już śladu. Były dwa mecze bez gola, ale po nim drużyna zagrała już bardzo pewnie w Pucharze Polski i zwycięstwem się przełamała. Moim zdaniem przeciw Legii Lech potwierdzi, że jest tej wiosny bardzo mocny. Liczę nie tylko na wygraną, ale też na bardzo dobry występ "Kolejorza". Stawiam, że wygra 3:1.

Pucharowa wygrana w Szczecinie z Pogonią 1:0 przyszła po bezbramkowo zremisowanych meczach u siebie z Górnikiem Łęczna i z Wisłą w Krakowie. Punktów szkoda, ale chyba mówienie o kryzysie, nawet małym, jest przesadą?

- To prawda, jedyna wpadka była z Górnikiem Łęczna, ale on akurat miał bardzo dobry moment, było widać, że zespół Franciszka Smudy rośnie. Nie udało się wygrać, trudno. Ważne, że chyba nikogo nie wybiło to z rytmu, że Lech szybko dał sygnał, że dalej chce robić swoje.

W żadnym z ośmiu wiosennych meczów zespół Nenada Bjelicy nie stracił bramki. Piękna seria, ale kiedyś musi się skończyć.

- Oczywiście, że ta seria się skończy, może nawet już w niedzielę. Ale Lech jest też bardzo dobry w ofensywie. Nie wygrywał po 1:0, mocno atakował i konkretnie punktował swoich przeciwników. Jest moc z przodu, jest pomysł, jest skuteczność. Moim zdaniem nawet jak z Legią lechici bramkę stracą, to i tak powinni strzelić chociaż o jedną więcej niż przeciwnicy.

Lech ma najlepszą obronę w ekstraklasie, stracił tylko 20 bramek, Legia do tej kolejki miała najlepszy atak, zdobyła 54 gole. Tylko że o formę swoich napastników to chyba ostatnio bardziej muszą się martwić mistrzowie Polski?

- To prawda, w Lechu są napastnicy, którzy regularnie strzelają, a Legia w ostatnich spotkaniach grała bez nominalnego napastnika. W tej roli występował Michał Kucharczyk, czyli skrzydłowy. I dzięki temu mieliśmy dowód słabości polskiej ligi. Legia gra praktycznie bez napastnika, a wygrała cztery ostatnie mecze. Mam nadzieję, że Lech nie pozwoli jej na kolejne zwycięstwo, że pokażę, jak to jest naprawdę z jej siłą ofensywną.

Dziwi się Pan, że w połowie sezonu, mimo zysków z Ligi Mistrzów, Legia sprzedała i Nemanję Nikolicia, i Aleksandara Prijovicia?

- Nie chcę mówić o strategii Legii. Ostatnio dzieją się w niej różne dziwne rzeczy. Również dotyczące zarządu, praw właścicielskich do klubu. Nie chcę w to wnikać, to nie moje sprawy. Szczerze powiem tylko tyle, że życzę Legii, żeby sobie szybko ze wszystkim poradziła. Dla dobra polskiej piłki.

W ostatnich godzinach przed meczem Lech - Legia okazało się, że do zdrowia zdążył wrócić Dawid Kownacki. Wolałby Pan zobaczyć w ataku jego czy Marcina Robaka?

- Nie ma różnicy na kogo postawi trener Bjelica. Lech ma bardzo silną ławkę rezerwowych. Napastnicy pokazują, że wchodząc z ławki potrafią zdobywać bramki. Wierzę, że trener ma taką strategię w głowie, że wystawiony skład zrobi dobrą robotę, a zmiany jeszcze coś dodadzą i ten kto wejdzie z ławki, pomoże uzyskać jeszcze lepszy wynik.

Kilka dni temu w rozmowie z dziennikiem "Polska Times" powiedział Pan, że gdyby Lech grał w Lidze Mistrzów zamiast Legii, to poradziłby sobie lepiej, mimo że Legia w grupie z Realem Madryt, Borussią Dortmund i Sportingiem Lizbona zajęła trzecie miejsce. Naprawdę tak Pan uważa, czy chciał Pan podgrzać temperaturę?

- Lubię podkręcać atmosferę, nikt nie lubi nudnych wywiadów (śmiech). Zawsze przed meczami z Legią chciałem powiedzieć coś, co wszyscy będą komentować. Inna sprawa, że nie twierdzę, że Lech ma gorszy zespół od Legii, jak uważa większość. Ba, nawet śmiem twierdzić, że na papierze Lech jest zdecydowanie lepszy. I wierzę, że udowodni to na boisku.

Zdecydowanie lepszy, czyli w czym konkretnie lepszy?

- Lech ma szerszą i bardziej wyrównaną kadrę. W Legii jest dwóch-trzech zawodników, których wyjęcie z niej sprawiłoby, że trudno byłoby zestawić zespół. Natomiast w Lechu długo brakowało Szymona Pawłowskiego, czyli człowieka, od którego w zeszłym sezonie drużyna była bardzo uzależniona, no i teraz jego brak wcale nie okazał się osłabieniem. Siła Lecha polega dziś na tym, że każdy wie, co ma robić i potrafi wskoczyć w czyjeś miejsce, nie tylko go zastąpić, ale dać coś nowego.

Wielkich transferów Lech nie dokonał, czyli wielu zawodników gotowych do gry na wysokim poziomie to zasługa trenera?

- Zdecydowanie, wzmocnień wielkich nie było, ale skład jest równy, stabilny, a trener tak to poukładał, że każdy zna swoje miejsce i wierzy, że jest potrzebny.

Bjelica prowadzi Lecha od września, podobnie jak Jacek Magiera Legię. W ostatnich 17 kolejkach, w których pracowali już obaj, Legia zdobyła 41 punktów, Lech 37, a dalej są Wisła Kraków i Jagiellonia, które zgromadziły przez ten czas 31 i 30 pkt. To dowód, że w Poznaniu spotkają się najlepsi obecnie szkoleniowcy ekstraklasy?

- Myślę, że tak. Magiera przejął zespół po fatalnym wręcz okresie. I gra, i zestawienie Legii, i atmosfera wokół niej - wszystko było trudne do zniesienia po pierwszych tygodniach sezonu. Bjelica też musiał wiele rzeczy ułożyć po swojemu. Obaj wykonują bardzo dobrą pracę, a do tego obaj są fajnymi facetami. I z jednym, i z drugim chętnie poszedłbym na piwo. Żaden nie chodzi z głową w chmurach, to normalni, bardzo przystępni ludzie, dlatego chce się im kibicować.

Magiera był zawodnikiem Legii wtedy, kiedy Pan był największą gwiazdą Lecha. Lubi Pan wspominać tamte czasy, czy już trochę męczy mówienie o hat-tricku wbitym Legii w meczu ratującym Lecha przed spadkiem i o golach z finału Pucharu Polski?

- Takie rzeczy zawsze miło powspominać, bo prawda jest taka, że świetnie pamiętam każdego gola strzelonego Legii i na Bułgarskiej, i na Łazienkowskiej. One dały mi mnóstwo radości, a chyba najwięcej jednak te dwa z pierwszego meczu finału Pucharu Polski [w 2004 roku]. U siebie wygraliśmy 2:0, w rewanżu obroniliśmy przewagę [było 1:0 dla Legii], później była piękna feta.

Poprzedzona starciem z pseudokibicami Legii. Pozrywali Wam wtedy medale, które dostaliście w nagrodę za wygrany finał, czy tylko próbowali pozrywać?

- Tego incydentu już nawet nie pamiętam. Naprawdę. Zapamiętałem zwycięstwo i późniejszą radość. Była podobna jak po tym 3:0 u nas z 1998 roku. Bardzo miło było strzelić trzy drużynie, do której nienawiść wpajano mi od lat dziecięcych. Byłem wtedy jeszcze młodym chłopakiem, bardzo przeżywającym swoją pozycję w Lechu, klubie, który od zawsze kochałem. Życzę takiego przeżycia każdemu wychowankowi.

Skoro mówi Pan o wpajaniu nienawiści, to może spróbuje Pan wytłumaczyć, dlaczego łączy Lecha i Legię?

- To się wzięło z dawnych lat, moich dziecięcych właśnie. Pamiętam finał Pucharu Polski z 1980 roku, z Częstochowy. Lech przegrał aż 0:5, jedną z bramek strzelił mu Mirosław Okoński. Legia go zabrała, korzystając z tego, że musiał pójść do wojska. Tak zabierała najlepszych piłkarzy wszystkim klubom i dlatego trudno było ją lubić. A po tym finale doszło do ekscesów, wręcz wojny między kibicami. Mnie tam nie było, ale znam to z opowiadań taty. Media te zajścia tuszowały, wszystko było tłumione, ale tam zginęli ludzie. Po tym zaczęła się prawdziwa nienawiść.

Pan Legii nienawidzi czy to jednak za duże słowo?

- Oczywiście, że to wielkie, mocne słowo. Legii nie lubię, tak zostałem wychowany, ale jako zawodowy sportowiec musiałem mieć szacunek dla przeciwnika. Szacunek dla piłkarzy i kibiców Legii mam cały czas. Cieszę się, że są mecze Lech - Legia i nawet chciałbym, żeby rywale się nie lubili, ale nienawiść jest zła. Te spotkania nie muszą być na śmierć i życie. Legia zawsze będzie przeciwnikiem, z którym szczególnie będzie się chciało wygrywać, ale zachęcam do zachowania pewnego dystansu.

To odezwa m.in. do Nickiego Billego Nielsena? Duńczyk trafił do Lecha rok temu, a już opowiada, że kiedy pije poranną kawę, to przypomina sobie, że nienawidzi Legii.

- To wypowiedzi pod publiczkę. Chciałbym widzieć tego zawodnika, jak dobrze gra dla Lecha, a nie słuchać, jak udziela takich wywiadów.
 

Korzystając z tej strony, wyrażasz automatycznie zgodę na zapis lub wykorzystanie plików cookies. Twoja przeglądarka internetowa umożliwia Ci zarządzanie ustawieniami tych plików. Jeśli nie chcesz, by ta informacja wyświetliła się ponownie, kliknij "zgadzam się".